Przypadająca 28 kwietnia 65. rocznica akcji „Wisła” będzie obchodzona w obwodzie lwowskim jako „Dzień Żałoby” – informuje portal Zaxid.net.

Decyzję w tej sprawie podjęła Lwowska Rada Obwodowa, wzywający jednocześnie władze innych rad obwodowych do przyłączenia się do obchodów rocznicowych.

Jeden z deputowanych obwodu lwowskiego Swiatosław Szeremeta powiedział portalowi Zaxid.net z żalem, że władze w Kijowie są obojętne wobec tej rocznicy. „Pięć lat temu, gdy premierem był Wiktor Janukowycz, Ziemia Lwowska również wzięła na siebie organizację 60. rocznicy” – oświadczył Szeremeta, dodając, że w obchodach uczestniczyła wówczas strona polska.

Na tym samym posiedzeniu, deputowani Lwowskiej Rady Obwodowej ustanowili „Nagrodę im. Bohatera Ukrainy Stepana Bandery”, którą przyznawać będą wybijającym się naukowcom oraz działaczom społecznym i politycznym regionu.

Akcja „Wisła”, polegająca na przymusowym przesiedleniu ludności ukraińskiej z Polski południowo-wschodniej na Ziemie Odzyskane, została przeprowadzona przez władze komunistyczne od kwietnia do końca lipca 1947 r.

tr/Kresy.pl



3 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. hetmanski :

    Gdyby relacje polsko-ukraińskie oceniać po czynionym szumie medialnym, ilości publikacji książkowych, podejmowanych działaniach propagandowo-politycznych, to należałoby dojść do wniosku, że ich istotą „na przestrzeni dziejów” jest tzw. Akcja „Wisła”, której głównym celem było represyjne wysiedlenie ludności ukraińskiej, przy zastosowaniu zasady odpowiedzialności zbiorowej. Wokół tego wydarzenia od 1989 roku toczą się debaty, organizowane są sympozja naukowo-historyczne, prowadzone badania przez Instytut Pamięci Narodowej, wydawane wspomnienia, publikowane artykuły w prasie, nakręcane filmy dokumentalne itd., itp.
    Na efekty tak prowadzonej polityki nie trzeba było długo czekać. 31 stycznia 2007 r. polskie media zamieściły informację, że Światowy Kongres Ukraińców domaga się od Polski odszkodowań i przeprosin za Akcję „Wisła”. Na stronie internetowej Kongresu pojawił się komunikat: Światowy Kongres Ukraińców zwraca się do Rady Europy, Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, Unii Europejskiej i Organizacji Narodów Zjednoczonych o wywarcie wpływu na rząd Rzeczpospolitej Polskiej z powodu otwartej odmowy potępienia, przeproszenia i wypłaty odszkodowań za Akcję „Wisła”. Światowy Kongres Ukraińców określił akcję „Wisła” mianem „czystki etnicznej i największej tragedii narodu ukraińskiego po Wielkim Głodzie z lat 1932 – 1933 oraz straszliwych stratach poniesionych przez naród ukraiński podczas II wojny Światowej”. Wezwał także prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę i Ukraińców rozsianych po całym świecie do uroczystych obchodów przypadającej w tym roku 60 rocznicy akcji „Wisła”. Mają się one odbyć 28 kwietnia w Przemyślu.
    Prezydent RP sprawę zbagatelizował, sprowadzając ją do „kategorii wewnątrzukraińskich – budowania nowej tożsamości ukraińskiej” oraz „zbudowania przyszłości wolnej od konfliktów i uprzedzeń”. Także MSZ „na razie powstrzyma się od komentarzy w tej sprawie ze względu na dobro polsko-ukraińskich stosunków”. Sami Ukraińcy mają owe „stosunki” w… najmniej honorowym miejscu. Prezydenta RP i MSZ nie niepokoi, że „budowanie nowej tożsamości ukraińskiej” odbywa się na fundamentach integralnego nacjonalizmu ukraińskiego o ideologicznym podłożu faszystowskim, którego ofiarą padło ponad dwieście tysięcy cywilnej ludności polskiej, głównie dzieci, kobiet i starców.
    10 lutego 2007 r. z żądaniami wobec Polski wystąpił Związek Ukraińców w Polsce. Chce unieważnienia wszystkich uchwał i innych aktów prawnych związanych z tzw. akcją „Wisła”. Tak naprawdę była to operacja wojskowa, połączona z przesiedleniem ludności z terenów objętych działaniami wojska.
    W związku z wszystkimi tymi antypolskimi działaniami „kombatantów OUN-UPA”, czyli osób, które dopuściły się zbrodni ludobójstwa i ich popleczników, najwyższy czas, aby patriotyczne środowiska polskie i stowarzyszenia Kresowiaków wystąpiły oficjalnie z żądaniem delegalizacji Związku Ukraińców w Polsce, jako organizacji gloryfikującej zbrodniarzy oraz szerzącej przestępczą ideologię ukraińskiego nacjonalizmu integralnego o korzeniach faszystowskich. Jednocześnie należy wystawić odpowiednie rachunki. Światowemu Kongresowi Ukraińców za okrutny mord ponad dwustu tysięcy ludności polskiej, zagarnięcie jej mienia oraz spalenie gospodarstw, szkół, kościołów, młynów itp. Zapewne będzie to kwota sięgająca setek miliardów dolarów. Związkowi Ukraińców w Polsce należy wystawić rachunek za mord około dwudziestu tysięcy Polaków na obecnym terytorium Polski, grabież ich mienia, spalenie gospodarstw oraz inne zniszczenia (tory, stacje kolejowe, itp.). Są to kwoty liczone w setkach milionów dolarów.
    Wszyscy co prawda mają świadomość, że wojenny i powojenny konflikt polsko-ukraiński oraz obecny przebieg granicy między Polską a Ukrainą, są to skutki II wojny światowej, układów jałtańskich tzw. „wielkiej trójki” i ustaleń poczdamskich „zwycięskiej koalicji alianckiej”, ale nikt nie podjął się dokonania rzetelnej analizy ówczesnych i obecnych zachowań Ukraińców i Polaków w kontekście tych wydarzeń.
    Dla relacji polsko-ukraińskich niezwykle ważnym faktem jest, że w agresji 1 września 1939 roku, w przymierzu z faszystowską III Rzeszą, udział wzięły zbrojne formacje i bojówki ukraińskie, utworzone przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów. Nie chcą o tym pamiętać nie tylko historycy ukraińscy, ale także „poprawni politycznie” historycy polscy.
    Dr Wiktor Poliszczuk, ukraiński historyk działający w Toronto w Kanadzie, recenzując książkę Grzegorza Motyki pt.: „Ukraińska partyzantka 1942 – 1960” (Warszawa 2006) napisał: Udział ounowskiego Legionu Suszki w agresji Niemiec na Polskę ma ogromne polityczne znaczenie. OUN wzięła udział w rozpętaniu II wojny światowej (W. Poliszczuk: „Ignorancja i cynizm Grzegorza Motyki”, [w:] „Myśl Polska” z 12 – 16 listopada 2006).
    OUN uzurpująca sobie prawo reprezentowania narodu ukraińskiego i chcąca uznawać siebie za najbardziej szlachetną „niepodległościową” formację polityczną, w „bratnim sojuszu” z faszystowską III Rzeszą oraz bolszewicką Rosją, ustawiła się w szeregu agresorów Państwa Polskiego i śmiertelnych wrogów Narodu Polskiego.
    We wrześniu 1939 roku na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, bojówki OUN wymordowały kilka tysięcy osób cywilnej ludności polskiej oraz żołnierzy WP z rozbitych oddziałów.
    G. Motyka pisze o tej ukraińskiej dywersji: W terenie pojawiły się ukraińskie oddziały partyzanckie, które atakowały i rozbrajały polskich żołnierzy. W powiecie drohobyckim działało ich pięć (s. 70).
    Natomiast Andrzej L. Sowa stwierdza: Na obszarze jednego powiatu brzeżańskiego dokonało mordów 17 band zorganizowanych, pochodzących z przeszło 20 gromad tego powiatu. Najwięcej mordów popełniły bandy z Potoka (około 700 ofiar), z Leśnik (około 200 ofiar) i z Potutorów, razem około 1200 stwierdzonych ofiar. Następnie podaje, że w samym rejonie Przemyślany – Rohatyń – Buczacz „z ręki ukraińskiej padło ok. 2000 uchodźców polskich” („Stosunki polsko-ukraińskie 1939 – 1947”, s. 85).
    G. Motyka pisze o „ukraińskich oddziałach partyzanckich” – chociaż w tejże książce „ukraińską partyzantkę” datuje od 1942 roku. „Partyzantka” jest formacją walczącą z okupantem, przyjmuje on więc, że w 1939 roku Polska okupowała Wołyń i Małopolskę Wschodnią. Identyfikuje się z ideologią ouenowską, dlatego o mordach dokonywanych na Polakach, już wtedy często okrutnych, nie pisze.
    W Ukrainie żaden historyk nie wydał książki „Polska partyzantka 1939 – 1963”, chociaż AK toczyła ciężkie walki z Niemcami na Wołyniu oraz wyzwalała Lwów.
    Ukraińcy uzyskali w Generalnej Guberni szereg uprawnień, których nie posiadali Polacy – pisze Zbigniew Konieczny w książce pt.: „Stosunki polsko-ukraińskie na ziemiach obecnej Polski w latach 1918 – 1947” (Wrocław 2006, s. 41). Za zgodą okupanta niemieckiego działały ukraińskie towarzystwa oświatowe, kulturalne i sportowe, szkolnictwo. Tylko w Berlinie studiowało w 1942 roku 111 ukraińskich nacjonalistów. Wśród nich był Bohdan Osadczuk, odznaczony przez prezydenta Polski A. Kwaśniewskiego Orderem Orła Białego.
    23 września 1940 roku biskup prawosławny Dyonizy, złożył przysięgę lojalności wobec gubernatora Hansa Franka i przejął władzę metropolitalną.
    Ks. W. Piętowski podaje, że w powiatach dystryktu krakowskiego znajdujących się w obecnych granicach państwa polskiego, działało 35 duchownych greckokatolickich, wrogich wobec Polaków i aktywnie popierających OUN.
    Położenie ludności ukraińskiej w stosunku do ludności polskiej było w Generalnej Guberni uprzywilejowane. W miastach dystryktu lubelskiego i krakowskiego, zorganizowano dla Ukraińców konsumy, w których mogli otrzymać żywność i różne towary po cenach urzędowych. Do konsumów tych dostęp Polaków był zabroniony. Podobnie kwitki żywnościowe dla ludności ukraińskiej były uprzywilejowane w stosunku do ludności polskiej. Ukraińcy otrzymywali na nie racje dzienne 930 kalorii, podczas gdy Polacy 654 kalorie. Ukraińcy posiadali inne niż Polacy dowody osobiste. W administracji okupacyjnej pracowało wielu Ukraińców, zajmując stanowiska wójtów, sołtysów oraz urzędników w starostwach (Z. Konieczny, s. 44).
    Poza pomocniczą policją ukraińską (Ukrainische Hilfpolizei) liczącą w GG około 30 tysięcy ludzi, powołano inne formacje pozostające w służbie niemieckiej, jak: Werkschutz, Bahnschutz, Polizeiwach – Batalione, oraz formacje SS. W Trawnikach (pow. Chełm) powstała szkoła SS, w której Niemcy przeszkolili około 15 tysięcy Ukraińców. Brali oni następnie udział w krwawych pacyfikacjach polskich wsi.
    Pod okupacją sowiecką ukraińska milicja uczestniczyła m.in. w przygotowaniu list Polaków na zsyłki na Sybir.
    22 czerwca 1941 roku razem z wojskami niemieckimi w ataku na ZSRR udział wzięło kilka formacji ukraińskich. Były to grupy marszowe (pochidne) OUB-Bandery i OUN-Melnyka, ukraińskie bataliony „Sondergruppe Nachtigall” i „Roland” oraz dywersyjne bojówki OUN. Ukraińskim dowódcą batalionu „Nachtigall” był, wówczas w stopniu kapitana, Roman Szuchewycz, późniejszy dowódca UPA „Taras Czuprynka”, a kapelanem o. Iwan Hrynioch.
    Najbardziej „wsławiły się” one jednak mordami dokonanymi na ludności polskiej.
    24 czerwca 1941 roku we wsi Lacka Wola (pow. Mościska), przechodzący przez wieś żołdacy z batalionu „Nachtigall”, wpadali po kilku do polskich domów i zastrzelili 48 Polaków, natomiast w miejscowości Trzciniec 10 Polaków.
    28 czerwca 1941 roku we wsi Olganówka Nowa (pow.Łuck), grupa marszowa OUN zamordowała 4 Polaków: babkę lat 80, jej córkę lat 50, wnuczka lat 17 i 6-letniego chłopca. Ofiary mordu pozwolili pochować dopiero 6 lipca, bez trumien, na poniemieckim cmentarzu. 26 i 27 czerwca grupa ta w Olganówce Starej zamordowała 3 Polaków, w tym kobietę lat 35, z małym dzieckiem.
    Licznych morderstw na ludności polskiej dopuściły się lokalne bojówki OUN. Np. nocą z 5 na 6 lipca 1941 roku we wsi Leżanówka (pow. Skałat) bojówka OUN zamordowała 5-osobową rodzinę polską. 6 lipca we wsi Połowce (pow. Czortków) bojówka OUN zamordowała 10 Polaków, w tym 10-miesięczne niemowlę. Tego dnia we wsi Taurów (pow. Brzeżany) Ukraińcy uprowadzili do lasu i zamordowali 10 Polaków. 7 lipca 1941 roku we wsi Skorodyńce (pow. Czortków) zamordowali 8 Polaków, we wsi Złoty Potok (pow. Buczacz) – 3 Polaków, we wsi Łosiacz (pow. Borszczów) – co najmniej 1 Polaka, 8 lipca 1941 roku we wsi Łaskowce (pow. Trembowla) – 8 Polaków.
    W lipcu 1941 roku bojówki nacjonalistów ukraińskich dokonały mordów na Polakach w co najmniej 40 wsiach woj. tarnopolskiego, często po wcześniejszych okrutnych torturach. W Babulińcach (pow. Buczacz): 28-letni Polak przywiązany do drzewa, miał wydłubane oczy, obcięty nos, uszy, język, palce u rąk i nóg. We wsi Wierzbowiec (pow. Trembowla), kpr. podch. Macieja Bielawskiego, Ukraińcy przywiązali do drzwi stodoły, przecinali nożami skórę i ściągali pionowymi pasami za pomocą obcęgów z ciała.
    W lipcu 1941 roku w mieście Równe na Wołyniu, w ciągu jednego dnia, nowo utworzona policja ukraińska aresztowała polską inteligencję, w tym wszystkich nauczycieli. Po kilku dniach ok. 40 osób rozstrzelała.
    15 lipca 1941 roku w miasteczku Kostopol na Wołyniu, grupy marszowe OUN Stepana Bandery, wymordowały około 100 Żydów i około 50 Polaków. Obecnie znajduje się tam tablica upamiętniająca tylko rozstrzelanych Żydów.
    Prze cały okres okupacji niemieckiej z rąk ukraińskich często okrutną śmierć ponosiło codziennie od kilku do kilkunastu tysięcy Polaków (np. w dniu 11 lipca 1943 roku). Z wielu miejscowości nie ocalał ani jeden świadek.
    Policja ukraińska, w sposób bezwzględny terroryzowała ludność polską, przeprowadzała rewizje, aresztowania, brutalne przesłuchania często kończące się zabójstwem. Ukraińscy urzędnicy szykanowali Polaków w załatwianiu spraw, wyznaczali polską młodzież na przymusowe roboty do Niemiec, nakładali na polskich gospodarzy niewspółmiernie wysokie kontyngenty i inne obowiązki.
    W ukraińskich szkołach, nacjonalistyczni nauczyciele wpajali nienawiść do Polaków ukraińskim dzieciom, począwszy od najmłodszych klas, a polskie dzieci były bite i upokarzane.
    W połowie 1942 roku za pośrednictwem ks. greckokatolickiego Osypa Kładocznego, Delegat Rządu na Kraj, Jan Piekałkiewicz, usiłował dojść do porozumienia z władzami OUN, aby wypracować wspólne stanowisko dotyczące spraw polsko-ukraińskich. Jerzy Lerski, wysłany z misją od Naczelnego Wodza i Premiera do władz Polskiego Państwa Podziemnego, miał przewidziane rozmowy z metropolitą Andrzejem Szeptyckim we Lwowie. Chodziło o wspólną deklarację polsko-ukraińską apelującą o zawieszenie broni i jeden bratni front wobec wspólnych nieprzyjaciół. Delegat Rządu ustosunkował się sceptycznie do tego projektu. Rozmowy z Ukraińcami, podjęte niedawno w Warszawie, fatalnie się urwały, bowiem przedstawiciel polskiego podziemia – adwokat Mieczysław Rettinger (nie mylić z londyńskim doktorem Józefem Rettingerem), wydany został na placu Unii Lubelskiej przez dwóch przysłanych ze Lwowa popów w ręce Gestapo. Musiałem więc złożyć oficerskie słowo honoru, że do swojego miasta rodzinnego nie pojadę (Jerzy Lerski: „Emisariusz Jur”, Warszawa 1989, s. 89).
    M. Stepaniak zeznał później, że Polaków wydał Niemcom ks. Kładocznyj, co usłyszał od Łebedia, Matły i członków polskiej Delegatury. Nie udało się dotąd zweryfikować hipotezy, że ks. Kładocznyj zadenuncjował też Delegata Rządu na Kraj Jana Piekalkiewicza, aresztowanego w lutym 1943 r. – podaje G. Motyka w „przypisie” znajdującym się na s. 364.
    Lerski wylądował na spadochronie w Polsce nocą z 19 na 20 lutego 1943 roku. Nowym Delegatem Rządu był już Jan Stanisław Jankowski. OUN przygotował już plan fizycznego zlikwidowania całej ludności polskiej, począwszy od Polesia i Wołynia, stąd propozycja wspólnego wystąpienia z OUN przeciwko Niemcom była nierealna.
    27 listopada 1942 roku Niemcy zaczęli wysiedlać polską ludność z wiosek na Zamojszczyźnie. Wykorzystali do tego celu ukraińskich policjantów i esesmanów, którzy podczas prowadzonych pacyfikacji okazali się być bardziej brutalnymi od żołdaków niemieckich. Do końca grudnia wypędzono Polaków z 60 wsi.
    15 stycznia 1943 roku rozpoczęła się akcja „Ukraineaktion”, czyli zasiedlanie przez Ukraińców wysiedlonych wsi polskich. Do końca marca wypędzono Polaków ze 116 wsi. W zamkniętych wagonach, w czasie transportów, zamarzło kilka tysięcy polskich dzieci.
    Od lutego 1943 roku na Wołyniu „partyzantka ukraińska” rozpoczęła rzeź bezbronnej ludności polskiej. Sposoby torturowania i zabijania szokują. Systematycznie, wieś po wsi, całe powiaty znikały z powierzchni ziemi razem z polską ludnością. G. Motyka używa „mowy kodowej” banderowców i ludobójstwo określa jako „akcja antypolska”, jakby chodziło o jakąś akcję propagandową.
    Latem 1943 roku do SS „Galizien” – „Hałyczyna” zgłosiło się na ochotnika 80 tysięcy Ukraińców, Niemcy przyjęli ponad 30 tysięcy mołojców.
    W Przemyślu, w uroczystej przysiędze tych ukraińskich esesmanów, udział wziął biskup greckokatolicki, Jozefat Kocyłowski. Przysięgi te, kończone niejednokrotnie wystąpieniami przeciwko Polakom na ulicach miast, wywarły wpływ na wrogi stosunek ludności polskiej do tych sojuszników Hitlera (Z. Konieczny, s. 53).
    Rok 1943 był dla Polaków niezwykle tragiczny. Po odkryciu grobów katyńskich, nocą z 25 na 26 kwietnia Sowieci zerwali z Rządem Polskim w Londynie stosunki dyplomatyczne, 4 lipca w zamachu na Gibraltarze zginął Wódz Naczelny i Premier gen. Władysław Sikorski, 30 czerwca w Warszawie Gestapo aresztowało Komendanta Głównego AK gen. Stefana Roweckiego „Grota”. Na konferencji teherańskiej (28 listopad – 1 grudzień 1943) Stalin, Roosevelt i Churchill uzgodnili ustnie polsko-sowiecką granicę na tzw. linii Curzona i zobowiązali się do tymczasowego zachowania tej decyzji w tajemnicy.
    Na III konferencji OUN-B w lutym 1943 roku wydany został tajny „Rozkaz nr 1” nakazujący „masową likwidację ludności polskiej, począwszy od Polesia i Wołynia”, a następnie na innych terenach, które OUN uznał za „etnicznie ukraińskie”. Rozkaz ten mógł być przekazywany tylko ustnie dowódcom UPA, pod rygorem zachowania jego tajności. Nie wiadomo, czy znajduje się w Państwowym Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, gdyż jest ono praktycznie niedostępne dla historyków.
    Głównym zbrodniarzem, odpowiedzialnym za wydanie tego rozkazu jest Mykoła Łebed, chociaż G. Motyka to oskarżenie chce przenieść na dowódców UPA na Wołyniu: „Kłyma Sawura” (Dmytro Klaczkiwśkyj), „Sama” (Wasyl Iwachiw) i „Dubowego” (Iwan Łytwyńczuk), czyli na wykonawców tego rozkazu. „Samostjijna” Ukraina wystawia im teraz pomniki chwały, ich imieniem nazywa ulice itp. Tragiczny jest naród, który ludobójców uznaje za bohaterów.
    Temu usiłowaniu przeczy zarówno fakt, że sam D. Klaczkowśkyj, obok M. Łebedia, pozostawał w ścisłym kierownictwie OUN przez cały rok 1943, że D. Klaczkiwśkyj działał w imieniu OUN Bandery – pisze W. Poliszczuk.
    Do czasu rzezi lipcowych największy mord dokonany na ludności polskiej miał miejsce nocą z 22 na 23 kwietnia (Wielki Piątek) w miejscowości Janowa Dolina.
    W „Biuletynie informacyjnym 27 DWAK” (nr 3/1998) w artykule „Skandal w Janowej Dolinie” Jan Engelgard pisał:
    Podczas, gdy w Polsce stawia się nielegalnie pomniki upamiętniające walki (mordy) UPA, a na pomnikach tych wymienia się nie tylko nazwy oddziałów (kureni), ale także umieszcza się prowokacyjne napisy w stylu: „Polegli za wolną Ukrainę” – na miejscach kaźni dziesiątków tysięcy bezbronnych Polaków nie można nawet umieścić krzyża z datą śmierci tam spoczywających! W tym czasie, kiedy prezydenci RP i Ukrainy odsłaniają z wielką pompą pomnik w Jaworznie, gdzie zmarło na tyfus 160 członków UPA i OUN – nie można godnie uczcić śmierci 600 zarąbanych Polaków tylko w jednej, wołyńskiej wsi!
    Tutaj 23 kwietnia 1943 roku bandyci spod znaku UPA dokonali straszliwej rzezi około 600 Polaków, którzy schronili się w tej miejscowości przed terrorem. Rzezi biernie przyglądali się żołnierze miejscowego niemieckiego garnizonu. Dopiero nad ranem przepędzili resztki rizunów. Staraniem środowisk kresowych i Polaków zamieszkałych na Równieńszczyźnie – w miejscu tragedii odsłonięto 18 czerwca 1998 roku ponad 5-metrowy krzyż-obelisk. W ostatniej chwili ukraiński wykonawca pomnika usunął, bez wiedzy strony polskiej, datę „23 kwietnia 1943 roku”, pozostawiając tylko napis: „Pamięci Polaków z Janowej Doliny”. W trakcie poświęcania pomnika około 50 aktywistów organizacji „Ruch” demonstrowało, trzymając w ręku transparenty z napisami; „Won polscy policjanci” i „Won SS-owskie sługusy”. Wydawany przez nacjonalistów tygodnik „Wołyń” (19 czerwca 1998 r.) tryumfalnie doniósł: „W czwartek 18 czerwca, w pobliżu wsi Bazaltowoje (Janowa Dolina, kostopolski powiat) ukraińscy patrioci nie pozwolili polskim szowinistom przeprowadzić uroczystości poświęconej odsłonięciu pomnika ku czci niemieckich policjantów polskiego pochodzenia, zniszczonych przez oddziały UPA ‚Piwnicz’ w 1943 roku”.
    W 2003 roku władze samorządowe Ukrainy odsłoniły tutaj tablicę, na której umieszczony napis głosi, że sotnie UPA zlikwidowały jedną z najlepiej umocnionych baz wojskowych polsko-niemieckich okupantów na Wołyniu. (…) W walce zlikwidowano niemiecką i polską załogę, wyzwolono z obozu jeńców wojennych i powstrzymano terrorystyczne akcje przeciwko okolicznym wsiom, które przeprowadzali polsko-niemieccy zaborcy (G. Motyka: „Ukraińska partyzantka”, przypis na s. 317).
    To ludobójstwo moralne, dokonywane obecnie przez Ukraińców na pamięci bestialsko pomordowanej cywilnej ludności polskiej, może ukarać chyba tylko Gniew Boży.
    Z inicjatywy Delegata Rządu RP na Wołyń, ludowca Kazimierza Banacha, podjęte zostały rozmowy z lokalnym dowództwem OUN-UPA. Wymieniono pisma z komendantem SB OUN, Szabaturą. 7 lipca 1943 r. delegacja polska w składzie: zastępca Delegata Rządu RP na Wołyń, por. Zygmunt Rumel („Krzysztof Poręba”), ppor. Krzysztof Markiewicz („Czart”) reprezentujący AK i znający osobiście Szabaturę z czasów szkolnych, przeprowadzili wstępne rozmowy w okolicy Swinarzyna (gm. Kupiczów). Na nocleg wrócili do polskiej wsi Budy Ossowskie, a nastepnego dnia udali się wraz z woźnicą Witoldem Dobrowolskim, na rozmowy do wsi Kustycze (gm. Turzysk). 8 lipca 1943 r. delegacja pojechała na dalsze rozmowy z przedstawicielami UPA, gdzie po ich odbyciu została zamordowana w lasku i tam prawdopodobnie ciała zakopano (W. i E. Siemaszko: „Ludobójstwo…”, s. 383).
    Polscy delegaci po przeprowadzonych rozmowach zostali pobici, a następnie zamordowani przez rozerwanie końmi za pomocą łańcuchów. Tak atamani UPA potraktowali polskich parlamentariuszy, błagających litości dla tysięcy polskich dzieci, ich rodziców, bliskich, krewnych. Poćwiartowane zwłoki męczenników miejscowi chłopi złożyli w lasku sosnowym na brzegu jeziora, gdzie spoczywają do dzisiaj. Tak zginął w wieku 28 lat nieprzeciętny człowiek, oficer Wojska Polskiego, Komendant BCh na Wołyń, wspaniale zapowiadający się poeta „Pokolenia Kolumbów” – pisał Feliks Budzisz w artykule Człowiek nieprzeciętny o por. Zygmuncie Rumlu (Myśl Polska, lipiec 2000).
    Szabatura po wojnie, występując pod przybranym nazwiskiem, był szefem Urzędu Bezpieczeństwa w Szprotawie na Dolnym Śląsku (Franciszek Z. Rawluk: „Relacja”, [w:] „Biuletyn informacyjny 27 Dywizji Wołyńskiej AK”, nr 2/1991).
    W dniu prawosławnego święta Piotra i Pawła, w niedzielę 11 lipca 1943 roku na Wołyniu, Ukraińcy podjęli na niespotykaną dotąd skalę akcję ludobójczej rzezi cywilnej ludności polskiej. Rzezi, która okrucieństwem tortur i sposobów zabijania, nawiązywała do mrocznych czasów najazdów tatarskich i napadów „czerni” chłopsko-kozackiej.
    W sierpniu na wschodnie tereny Lubelszczyzny napłynęły wielotysięczne fale przerażonych, polskich uciekinierów z Wołynia. Za nimi podążali „ukraińscy partyzanci”. Już we wrześniu pojawiły się na wschodnich terenach Lubelszczyzny ulotki wzywające Polaków do opuszczenia tych ziem. Miesiąc wcześniej na Wołyniu Ukraińcy wołali: „za Bug Lasze, po Bug nasze”, teraz okazało się, że i za Bugiem ziemia jest „etnograficznie ukraińska”.
    Daremnie interweniował abp Bolesław Twardowski u metropolity greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego, aby ten wystąpił przeciwko mordowaniu Polaków (Z. Konieczny, s. 54).
    III WZ OUN odbył się w dniach 21 – 25 sierpnia 1943 r., a już w dniach 29 – 31 sierpnia tego roku miała miejsce kolejna fala masowych, planowych, doktrynalnych mordów OUN-UPA na ludności polskiej Wołynia, w styczniu 1944 r. mordy masowe na ludności polskiej rozszerzyły się na Halicję (W. Poliszczuk).
    Przykładem zagłady polskich wsi, określanej przez ukraińskich historyków jako „walki polsko-ukraińskie”, a przez G. Motykę jako „akcja antypolska”, niech będzie opis losu kolonii Augustów (pow. Horochów) oraz sąsiedniej wsi Władysławówka.
    Pod koniec lipca, na wieść o rzeziach ludności polskiej, 40 polskich rodzin z Augustowa i sąsiedniej wsi Władysławówka, chciało wyjechać do Włodzimierza Wołyńskiego, zabierając ze sobą tylko żywność, a zostawiając inwentarz żywy i martwy. Zatrzymali ich Ukraińcy uzbrojeni w ręczny karabin maszynowy, zastrzelili kilku Polaków. Z wozu zdjęli 2-letnie dziecko, jeden z Ukraińców strzelił mu w ucho – zabił. Uciekinierom nakazali wrócić do wsi. W tym czasie, niedaleko paliła się jakaś duża wieś. Za kilka dni Ukraińcy przysłali kartkę pisaną po polsku, ażeby się nie bać, sprzątnąć zboże z pola, nic nikomu się nie stanie. Pod koniec sierpnia z Władysławówki przybiegł zakrwawiony mężczyzna krzycząc, że Ukraińcy mordują w tej wsi Polaków. Świadek, W. Malinowski ukrył się ze swoją rodziną w lesie. Pomagał im sąsiad, Ukrainiec Józef Pawluk. Poszedł on do wsi Władysławówka sprawdzić, co się dzieje. Wrócił po około 3 godzinach i zdał relację.
    Prowidnyk ich powiedział, że taka rzeź jednocześnie jest przeprowadzana na całej Ukrainie, że jest nakaz wybicia wszystkich lachiw – żeby nikt nie pozostał – komunistów i Żydów też. Powiedział (Józef Pawluk – przyp. S.Ż.), że we wsi Władysławówce wybili wszystkich, 40 rodzin – ogółem 250 osób, leżą martwi, trupy. Zapytany, jak to się stało, opowiedział, że rano napadli na kolonię, 50-ciu Ukraińców – UPA, uzbrojonych, otoczyło i „zdobyło” wieś, podczas „zdobywania” wsi zastrzelili kilku Polaków, którzy uciekali. Pozostali bezbronni i sterroryzowani zostali oddani Ukraińcom, którzy oczekiwali w rejonie wsi przed jej „zdobyciem”. Była to zbieranina ludzi bez broni palnej, ze 150 osób, między nimi były nawet kobiety – wszyscy posiadali kosy, sierpy, siekiery, widły, noże, cepy, szpadle, grabie, kłonice, orczyki i inne narzędzia stosowane w rolnictwie. Tak, na dany znak przez uzbrojonych Ukraińców, rzucili się na Polaków. Rozpoczęła się straszna rzeź, w tym zamieszaniu pobili i swoich. O tym opowiedział mi ojciec – mówił Pawluk, a sam widziałem koniec tego mordu – najgorzej znęcali się nad ostatnimi Polakami – rozszarpywali ludzi, ciągnęli za ręce i nogi, a inni ręce te odżynali nożami, przebijali widłami, ćwiartowali siekierami, wieszali żywych i już zabitych, rozcinali kosami, wydłubywali oczy, obcinali uszy, nos, języki, piersi kobiet i tak ofiary puszczali. Inni łapali je i dalej męczyli, aż do zabicia. Przy końcu ofiara była otoczona grupą ryzunów – widziałem, jak jeszcze żyjącym ludziom rozpruwano brzuchy, wyciągano rękami wnętrzności – ciągnęli kiszki, a inni ofiarę trzymali; jak gwałcili kobiety, a później je zabijali, wbijali na kołki, stawiali żywe kobiety do góry nogami i siekierą rozcinali na dwie połowy, topili w studniach. Powiedział Pawluk, że nigdy w życiu nie widział i nie słyszał o takiej rzezi, i nikt, kto tego nie widział, nigdy w to nie uwierzy, że jego pobratymcy tego dokonali. (…) Po wybiciu ofiar wszyscy rzucili się na dobytek – rabowali wszystko, nawet jedni drugim zabierali, były bratobójcze bójki (…). Nie mogłem patrzeć się na dzieci z roztrzaskanymi głowami i mózgiem na ścianach, wszędzie trupy zmasakrowane, krew – aż czerwono…
    W Augustowie ocalał świadek Kajetan Cis, ukryty w kopie zboża złożonej z dziesięciu snopków. Widział nieudaną próbę ucieczki rodziny Malinowskich, brata świadka, który spisał relację Ukraińca Pawluka. Rodzina ta liczyła 7 osób: rodziców, teściową i dzieci lat: 2. 3, 4 i 5. Rozjuszona banda, jeszcze okrwawiona i rozgrzana we Władysławówce – widłami, siekierami, sierpami i kosami – zabijała, maltretowała tę rodzinę; kobiety, żonę Malinowskiego i teściową, rozebrali do naga i gwałcili – chyba gwałcili już nieżywe kobiety, bo leżały bez ruchu i co raz jakiś ryzun kładł się na nie, były całe we krwi. Żywe dzieci podnosili na widłach do góry – straszny krzyk (…). Kilku ryzunów poznałem – mieszkali w przyległych wioskach, sąsiedzi.
    W wiatraku koło wsi Augustów, wymordowali rodzinę Romanowskiego. Jego żona, z pochodzenia Niemka, zdołała ukryć się i obserwowała rzeź. Widziała z ukrycia, jak siekierami zabili ojca i dzieci: dwie córki w wieku 18 i 20 lat i dwóch synów w wieku 15 i 18 lat. Córki, przed zabiciem, zgwałcili na oczach matki. Ukraińców było około dziesięciu.
    Powyższe relacje świadków pochodzą z książki W. i E. Siemaszków; „Ludobójstwo…”, s. 1235 – 1238.
    Od 10 stycznia 1944 roku na Wołyniu ciężkie walki z Niemcami toczyła 27 Dywizja Wołyńska Armii Krajowej. W połowie kwietnia znalazła się w okrążeniu, gdyż wojska sowieckie współdziałające od 26 marca w walkach o miasto Kowel, bez poinformowania Polaków wycofały się. 18 kwietnia oddział dywersyjny NKWD zastrzelił dowódcę Dywizji ppłk. J.W. Kiwerskiego „Oliwę”. Po ciężkich walkach dywizja przebiła się nocą z 20 na 21 kwietnia na Polesie, gdzie w połowie maja została ponownie okrążona przez wojska niemieckie. Tym razem przebijała się w dwóch grupach, jedna przez rzekę Prypeć na stronę sowiecką, druga na Lubelszczyznę.
    W marcu 1944 roku na Zamojszczyznę przybyło kilka kureni UPA z Wołynia i Małopolski Wschodniej i w Wielkanoc, nocą z 9 na 10 kwietnia, rozpoczęły one rzeź ludności polskiej. Tutaj napotkały opór oddziałów Armii Krajowej. Jednocześnie OUN-UPA prowadziła taką akcję w woj. tarnopolskim, posuwając się od wschodu na zachód.
    G. Motyka ocenia, że działalność UPA niewątpliwie zaszkodziła niemieckiej machinie wojennej. Przede wszystkim wpłynęła znacząco na spadek dostaw rolnych (s. 237).
    Polski historyk ma rację – wymordowane i spalone polskie wioski nie mogły oddawać kontyngentów. Co prawda działalność UPA zmniejszyła liczebność 27 DWAK, która także „szkodziła niemieckiej machinie wojennej”, ale wobec „spadku dostaw rolnych” jest to już drobiazg.
    Zastanawia, że od jesieni 1942 roku do lata 1944 roku na Zamojszczyźnie Ukraińcy szkodzili tej niemieckiej machinie wojennej wspólnie z Niemcami, pacyfikując polskie wsie, co powodowało spadek dostaw rolnych.
    29 grudnia 1942 roku we wsi Radochoszcza (pow. Zamość) Ukraińcy razem z Niemcami wymordowali 41 Polaków i spalili 22 gospodarstwa.
    7 marca 1943 r. we wsi Kuszyce (pow. Przemyśl) Ukraińcy z Niemcami zamordowali 114 Polaków od niemowlęcia po 77-letnich starców. 8 marca we wsi Rokietnica (pow. Jarosław) – 45 Polaków. 9 marca we wsi Tuligłowy (pow. Jarosław) w kancelarii parafialnej zastrzelony został proboszcz ks. Władysław Selwa. Zbrodni dokonał Ukrainiec, syn popa Jarka z Boratyna będący później w SS-Galizien i współpracujący z gestapo (Z. Konieczny, s. 139).
    18 maja we wsi Szarajówka (pow. Biłgoraj) Ukraińcy z Niemcami spalili żywcem w zaryglowanych domach i stajniach 58 Polaków (w wieku od 2-miesiecznego dziecka do osób 61-letnich), wcześniej rabując ich mienie.
    2 lipca we wsi Majdan Stary (pow. Biłgoraj) Ukraińcy z SS-Galizien oraz Niemcy zamordowali 65 Polaków, w tym 28 kobiet i 15 dzieci. Egzekucji kobiet i dzieci dokonali esesmani ukraińscy.
    „IX 1943 r. 18 rodzin koło Jarosławia zostało wymordowanych przez Ukraińców” (Zestawienie „Małopolska Wschodnia. Lista ofiar terroru ukraińskiego” z 15 X 1943 r. z terenu Obszaru Lwów Armii Krajowej za okres czerwiec – październik 1943 r. – AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 28, k. 73 – 90).
    14 października 1943 r. we wsi Honiatyn (pow. Hrubieszów) Ukraińcy wymordowali 23 polskie rodziny, około 100 osób.
    30 grudnia 1943 r. UPA- USN wymordowała wszystkich Polaków w kolonii Dąbrowa (pow. Tomaszów Lubelski) i spaliła ich gospodarstwa. Także w grudniu tego roku Ukraińcy wymordowali wszystkie kobiety i dzieci we wsi Grabowiec pow. Hrubieszów. Mężczyzn wywieźli Niemcy 29 lipca na Majdanek, w wyniku prowokacji i fałszywego oskarżenia przez Ukraińców o przecięcie drutów telefonicznych.
    W styczniu 1944 r. we wsi Gdeszyn pow. Hrubieszów ukraińscy esesmani zamordowali 70 Polaków, w tym proboszcza ks. Zygmunta Pisarka.
    2 i 3 lutego 1944 r. we wsiach: Borów, Szczecyn, Wólka Szczecka, Lążek Zaklikowski i Lążek Chwałowski (pow. Kraśnik) niemieccy żandarmi oraz SS-Galizien podczas ich pacyfikacji dokonali mordu co najmniej 809 Polaków, w tym część paląc żywcem po wpędzeniu do budynków i stodół.
    Nocą z 16 na 17 lutego 1944 r. we wsi Perehoryłe (pow. Hrubieszów) oddział USN (ukraińskiej „samoobrony”) ze wsi Szychowice wymordował prawie wszystkich Polaków. Znajdowano potem straszliwie zmasakrowane ciała dzieci i kobiet – w jednym tylko obejściu znaleziono 17 takich ciał, w tym kilkoro niemowląt. Łącznie z następnymi napadami 8 i 9 marca zginęło tutaj około 200 Polaków.
    Nocą z 21 na 22 lutego we wsi Ostrów (pow. Tomaszów Lubelski) oddział UPA „Jahody” przy pomocy Ukraińców z sąsiednich wsi, wymordował polską ludność bez względu na wiek i płeć (Z. Konieczny, s. 161). Nocą z 24 na 25 lutego ci sami banderowcy wymordowali ludność polską we wsi Sobieszów (pow. Hrubieszów) i spalili gospodarstwa.
    W lutym 1944 roku we wsi Parchacz (pow. Sokal) UPA wymordowała 60 Polaków.
    W lutym 1944 roku Ukraińcy wymordowali swoich sąsiadów Polaków we wsiach: Bereść, Czerniczyn, Kosmów, Kościaszyn, Liski (wszystkie w pow. Hrubieszów), Mieniany, Miętkie, Mircze, Radostów, Szychowice, Turbowice, Wronowice, Suszów, Wasylów Duży (wszystkie w pow. Tomaszów Lubelski).
    8 marca 1944 r. we wsi Jamy pow. Lubartów Niemcy z Ukraińcami spacyfikowali wieś mordując około 200 Polaków. „Dzieci chwytano za nogi i żywcem wrzucano w płomienie, kobiety i dziewczęta najpierw gwałcono, a następnie również wrzucano do płonących budynków” (Z. Konieczny, s. 166).
    Nocą z 13 na 14 marca we wsi Chorobrów pow. Sokal UPA zamordowała około 50 Polaków, natomiast 15 marca we wsi Machnówek 45 Polaków.
    18 marca we wsi Tarnoszyn (pow. Tomaszów Lubelski) bulbowcy wymordowali 72 Polaków. 20 marca we wsi Poturzyn sotnia „Jahody” oraz oddziały USN wymordowały ponad 70 Polaków, uciekinierów ze wsi Wiszniów (pow. Hrubieszów). 23 marca we wsi Frankamionka (pow. Hrubieszów) Ukraińcy wymordowali widłami, kosami i siekierami ponad 100 Polaków oraz 25 marca we wsi Wasylów (pow. Tomaszów Lubelski) 141 Polaków.
    Nocą z 24 na 25 marca we wsi Bełz (pow. Sokal) sotnia UPA przybyła z Wołynia wymordowała około 100 Polaków. 27 marca we wsi Smoligów (pow. Hrubieszów) SS-Galizien i Wehrmacht wymordowały około 300 Polaków (część spalono żywcem), natomiast w obronie zginęło 32 żołnierzy BCh i AK. W marcu we wsi Uhnów (pow. Rawa Ruska) UPA zamordowała 70 Polaków.
    Nocą z 31 marca na 1 kwietnia we wsi Ostrów (pow. Tomaszów Lubelski) Ukraińcy wymordowali ponad 300 Polaków (część spalili żywcem), a we wsi Oborowiec (pow. Hrubieszów) Ukraińcy uzbrojeni w siekiery, widły, łomy i drągi wymordowali co najmniej 40 Polaków, w tym uciekinierów z Wołynia.
    1 kwietnia we wsi Poturzyn (pow. Tomaszów Lubelski) SS-Galizien i UPA wymordowały 162 osoby, w tym 5 kobiet ukraińskich, prawdopodobnie żon Polaków. Wśród ofiar byli uciekinierzy z gmin Dołhobyczów i Kryłów.
    5 kwietnia we wsi Łubcze (pow. Tomaszów Lubelski) UPA zamordowała 105 osób, w tym co najmniej 12 Ukraińców.
    6 kwietnia we wsi Worochta pow. Hrubieszów UPA zamordowała co najmniej 41 Polaków. Ich groby (2 doły) znajdują się kilkanaście metrów od granicy po stronie ukraińskiej, obok słupa granicznego Nr 747 (Z. Konieczny, s. 190).
    Nocą z 6 na 7 kwietnia (Wielki Czwartek) we wsi Moosberg (pow. Jaworów) UPA wymordowała 185 Polaków, natomiast 7 kwietnia (Wielki Piątek) we wsi Pyszówka (Rehberg, pow. Jaworów) – 100 Polaków i 7 Żydów.
    W Święta Wielkanocne we wsi Lubienie (pow. Jaworów) Ukraińcy wymordowali 240 Polaków.
    9 kwietnia we wsi Wasylów Wielki UPA zamordowała 90 Polaków wyłapanych w okolicy, głównie uciekinierów z Wołynia.
    12 kwietnia we wsi Hucisko (pow. Bóbrka) Ukraińcy po torturach i gwałtach wymordowali 118 Polaków, za pomocą siekier, wideł, noży, bagnetów i paląc żywcem, natomiast 30 zostało rannych i poparzonych. We wsi Strzeliska Nowe ich ofiarą padło 80 Polaków.
    18 kwietnia we wsi Rudka (pow. Lubaczów) sotnia „Zaliźniaka” zamordowała 62 lub 75 Polaków i wieś spaliła.
    27 kwietnia we wsi Ulicko-Seredkiewicz (pow. Rawa Ruska) UPA zamordowała 100 Polaków, 3 maja w miejscowości Cieszanów (pow. Lubaczów) – 48 Polaków, 22 maja we wsi Bryńce Zagórne (pow. Bóbrka) – 145 Polaków, a 25 zostało rannych i poparzonych.
    15 czerwca oddział UPA zatrzymał pociąg osobowy między stacjami kolejowymi Bełżec – Lubycza Królewska i zamordował 42 Polaków, natomiast Ukraińców puszczono wolno.
    23 czerwca we wsi Frankamionka (pow. Hrubieszów) Ukraińcy zamordowali 19-letnią sanitariuszkę AK Wandę Cisek, przybijając ją gwoździami do stodoły.
    Wiosną 1944 roku we wsi Wola Wysocka (pow. Żółkiew) z rąk ukraińskich zginęło 187 Polaków.
    W maju 1944 r. polskie podziemie oceniało, iż duchowieństwo rzymskokatolickie archidiecezji lwowskiej straciło dotąd z rąk Ukraińców 32 księży (z ręki niemieckiej 4) (G. Motyka, s. 371).
    Po przejściu frontu i wkroczeniu wojsk sowieckich oraz polskiej armii dowodzonej przez Zygmunta Berlinga, nie przestała ginąć z rąk UPA polska ludność cywilna.
    10 lipca 1944 r. dowódca UPA w Galicji Wschodniej, Wasyl Sydor „Szelest”, wydał rozkaz, w którym zalecił „ciągle uderzać w Polaków aż do wyniszczenia ich do ostatniego z tych ziem (G. Motyka, s. 378).
    W 1944 roku masowe mordy miały miejsce we wsi Łubcze (pow. Tomaszów Lubelski), gdzie bulbowcy zamordowali 77 osób, w tym około 15 Ukraińców, oraz 29 września we wsi Jamelnia (pow. Gródek Jagielloński), gdzie Ukraińcy zamordowali 75 Polaków.
    Kierownictwo ruchu banderowskiego uznało, iż jest możliwe zarówno dokonanie czystki, jak i wygranie całej sprawy propagandowo. Dlatego z jednej strony bezwzględnie dalej realizowano politykę faktów dokonanych, a z drugiej zawczasu przygotowywano strategie propagandowe, mające nie tylko usprawiedliwić ukraińskie poczynania, ale wręcz odpowiedzialność za nie przerzucić na stronę polską (G. Motyka, s. 380).
    22 września 1944 r. kierownik Resortu Bezpieczeństwa Publicznego PKWN, mjr Roman Romkowski (właściwe: Natan Grunspan) pisał w rozkazie do kierownika WUBP w Lublinie Teodora (Fieodora) Dudy (narodowości ukraińskiej): Czerwona Armia wyraźnie popiera Ukraińców i trzyma z reguły ich stronę przeciwko Polakom. Komendant wojskowy miasta Chełma, pułkownik sowiecki, nakazał kategorycznie zastępcy komendanta powiatowego Milicji Obywatelskiej przyjąć do posterunku MO w Chełmie 20 Ukraińców. Przetrzymywanych za przestępczość Ukraińców komendant każe zwolnić. Ukraińców w powiecie jest 10%. Sowieccy komendanci rejonów wiejskich organizują na własną rękę Milicję Obywatelską z Ukraińców, obok oficjalnych posterunków Milicji Obywatelskiej („Rok pierwszy. Powstanie i działalność aparatu bezpieczeństwa publicznego na Lubelszczyźnie [lipiec 1944 – czerwiec 1945], Warszawa 2004, s. 66).
    Ze sprawozdania PUBP w Tomaszowie Lubelskim wynika, że do 31 grudnia 1944 r. aresztowanych zostało 253 członków AK, 15 członków BCh oraz 17 „bulbowców” („Rok pierwszy…”, s. 157).
    Pod koniec marca 1945 roku Główny Prowid OUN wyodrębnił samodzielne organizacyjnie terytorium, określane jako „Zakerzonie” (Akcja „Wisła”, Warszawa – Kijów 2006, s. 21).
    17 kwietnia 1945 roku we wsi Wiązownica (pow. Jarosław) UPA zamordowała co najmniej 88 Polaków i spaliła 130 zabudowań, 20 kwietnia we wsi Borownica (pow. Przemyśl) – ponad 60 Polaków.
    18 maja 1945 roku we wsi Brodzica (pow. Hrubieszów) sotnia „Jahody” zamordowała 45 Polaków i wieś spaliła, natomiast we wsiach: Radków, Lachowce, Rzeplin i Posadów (wszystkie pow. Tomaszów Lubelski) jej ofiarą padło około 60 wyłapanych Polaków.
    Na przełomie marca i kwietnia 1946 roku Ukraińcy ze Starego Sioła napadli na Polaków we wsi Wólka Krowicka w pow. lubaczowskim, zamordowali około 40 osób i wieś spalili.
    Pod koniec 1946 roku znaczne tereny powiatów: Hrubieszów, Tomaszów Lubelski, Lubaczów, Jarosław, Przemyśl i Lesko opanowane były przez UPA. Wioski polskie zostały spalone, ich mieszkańcy w większości wymordowani, część uciekła do miast i miasteczek pod osłonę garnizonów wojskowych. Jednak „depolonizacja Zakerzonii” nie skończyła się, nadal trwało wyniszczanie ludności polskiej, Chociaż malała masowość zbrodni, to barbarzyńskie metody tortur i gwałtów pozostawały te same.
    Podczas podejmowania decyzji o przeprowadzeniu operacji wojskowej pod kryptonimem „Wisła” fakty bestialstwa ukraińskich zbrodniarzy były powszechnie znane. Stanowiły one emocjonalną presję za podjęciem takiej decyzji, presję indywidualną i społeczną. Jaki obraz „powstańca ukraińskiego” można posiadać po napotkaniu chociażby ciał zamordowanej 3 stycznia 1945 roku w Sufczynie (pow. Przemyśl) rodziny nauczycielskiej Sugierów? W piwnicy uformowano z nich straszliwą scenę orgii seksualnej, Zbigniewowi obcięto genitalia i włożono je w usta jego matki. Obciętą pierś matki włożono w usta Zbigniewowi, a do drugiej piersi przystawiono usta jej męża Jana (Z. Konieczny, s. 261).
    Każdy schwytany lub wzięty do niewoli milicjant lub żołnierz przed śmiercią przechodził przerażające tortury, co widać było po znajdowanych zmasakrowanych ciałach.
    Żołnierzy natomiast ginęło coraz więcej. Ten fakt najpewniej zadecydował o przeprowadzeniu dużej operacji wojskowej, skierowanej przeciwko UPA. Z kolei na decyzję o przesiedleniu ludności niewątpliwie wpływ miały informacje pochodzące od organów bezpieczeństwa, polskich i sowieckich, wojskowych i cywilnych. Służby te zdołały już częściowo rozpoznać zarówno siatkę OUN, jak też zasięg i masowość tzw. samoobrony, czyli USN i SKW. Wiedziano więc, że bez przesiedlenia z tych terenów ludności wspierającej i tworzącej OUN-UPA-SKW szybkie zorganizowanie administracji podporządkowanej „władzy ludowej” będzie niemożliwe. Potwierdzają to źródła ukraińskie opisujące masowość siatki OUN oraz SKW wspierających UPA.
    Do wiosny 1947 roku rebelia ukraińska na południowo-wschodnich terenach Polski Ludowej nie była głównym problemem dla władzy komunistycznej. Terrorystyczna działalność OUN-UPA-SKW była jej nawet na rękę. Spacyfikowała ona część społeczeństwa polskiego, które zaczęło szukać ratunku w zdecydowanych działaniach „władzy ludowej”. Jest więc niewątpliwą „zasługą” krwawego szlaku OUN-UPA, że ludność polska umęczona najdłuższą okupacją w drugiej wojnie światowej, w tym dwukrotnym przejściem frontu wojennego (a na niektórych terenach czterokrotnym), przez dwa lata po zakończeniu wojny tracąca życie i mienie z rąk nacjonalistycznych band ukraińskich, została wepchnięta w ramiona „władzy ludowej”, jako jedynej siły, która w 1947 r. mogła te zbrodnie ukrócić. Armia Krajowa została latem 1944 roku spacyfikowana przez NKWD, rozbrojona i uwięziona. Kilka tysięcy partyzantów wymordowano, część wcielono do Wojska Polskiego, większość wywieziono do łagrów w głąb ZSRR. Do wiosny 1947 r. głównym problemem komunistów w Polsce było zlikwidowanie podziemia antykomunistycznego oraz niepodległościowych dążeń społeczeństwa polskiego związanego głownie z Polskim Stronnictwem Ludowym. Rozprawy z polskim podziemiem zbrojnym dokonało NKWD, od 1946 r. wspierane przez KBW pod dowództwem sowieckiego generała Bolesława Kieniewicza oraz przez UB. Działania te były znacznie brutalniejsze niż prowadzone przeciwko podziemiu ukraińskiemu. 50 tysięcy żołnierzy i oficerów AK oraz działaczy Polski Podziemnej zostało wywiezionych do ZSRR. W połowie 1946 r. w więzieniach przebywało około 100 tysięcy Polaków.
    Polskich partyzantów zabijano w walce, skrytobójczo, bez sądów jak i wyrokami sądów doraźnych. Np. w listopadzie 1946 roku wyroki śmierci otrzymało 9 osób z NSZ w Warszawie i 5 osób w Krakowie, w grudniu 1946 r. wyroki śmierci otrzymało 12 działaczy Polskiego Związku Wojskowego w Poznaniu i 5 członków NZW w Warszawie, w styczniu 1947 r. wyroki śmierci otrzymało 18 członków WiN, 5 członków NZW i 6 działaczy Ruchu Oporu AK.
    4 stycznia 1947 r. rozpoczął się proces Zarządu Głównego WiN. Oskarżeni byli m. in.: płk Jan Rzepecki, płk T. Jachimek, płk J. Sławbor-Szczurek, płk A. Kortum-Sanojca, płk L. Benedykt-Muzyczka. Przed wyborami do sejmu ogłoszono wyroki śmierci w procesie grupy K. Grocholskiego, na podstawie fałszywych oskarżeń.
    W 1946 roku trwały nadal egzekucje polskich działaczy niepodległościowych m.in. w lwowskim Zamorstynowie.
    W działaniach polityczno-propagandowych było to szkalowanie żołnierzy AK („zapluty karzeł reakcji”), haniebne oskarżenia i procesy, rozbicie PSL. Sfałszowanie wyników wyborów do Sejmu oraz tzw. amnestia „lutowa” zakończyło pierwszy etap „utrwalania władzy ludowej”.
    Wiosną 1947 roku dla komunistów w Polsce istotnym ze względu na sytuację międzynarodową stał się problem terrorystycznej działalności UPA. Nie wynikał on z próby oderwania części ziem polskich określanych przez nacjonalistów ukraińskich jako „Zakierzoński Kraj”, lub jako „Zacurzonia” i utworzenia z nich „samostijnej” Ukrainy. Granica z ZSRR była ustalona odpowiednimi umowami i jakakolwiek zmiana mogła odbywać się na żądanie Kremla, w wersji oficjalnej oczywiście „na prośbę władz polskich”. Stalin nie liczył się ani z Polakami ani z Ukraińcami.
    Formalnie operacji „Wisła” mogło nie być, jak nie było specjalnej akcji pod jakimś kryptonimem likwidującej podziemie polskie. Nie zmieniłoby to sposobu rozwiązania problemu rewolty ukraińskiej na ziemiach polskich w 1947 r. Mógł on mieć wręcz formę bardziej drastyczną, gdyby działania przybrały charakter żywiołowy. Dokładne opracowanie zasad i sposobów przeprowadzenia likwidacji oddziałów UPA miało w sumie pozytywne skutki dla ludności ukraińskiej w Polsce, co jaskrawo widać po 1989 roku.
    Operacja „Wisła” nie wynikała z tendencji nacjonalistycznych w Polsce. Od 1944 roku „władza ludowa” była głosicielem „internacjonalizmu”, a polscy patrioci albo siedzieli w więzieniach i łagrach, albo ścigani po lasach setkami posyłani byli „do piachu”. Operacja tego typu najpierw dotknęła patriotów polskich, z ręki tej samej „władzy ludowej”. Tworzyły ją też osoby narodowości ukraińskiej (Moczar, Kiryluk, Stec, wielu ubeków i aktywistów PPR).
    Operacja „Wisła” nie była akcją odwetową Polaków za Wołyń, Podole, Małopolskę Wschodnią, czy „Zacurzonię”, gdyż Ukraińców nie spotkał los Polaków, czyli nie zostali oni w ramach „rewanżu” wymordowani, ale przesiedleni. Była to cywilizowana forma uregulowania konfliktu, zgodna z regułami międzynarodowymi.
    Rebelia ukraińska na ziemiach polskich nie mogła obalić władzy komunistycznej, gdyż do 1946 roku czuwało nad nią NKWD, a następnie 300-tysięczna Armia Czerwona stacjonująca w Polsce. Bardziej groźne było podziemie polskie, wykorzystywane propagandowo przez Zachód i USA, wcześniejszych „aliantów”, potem „imperialistów”. Sowiecką „misję niesienia wolności masom pracującym na całym świecie” powstrzymywał amerykański szantaż atomowy. Ale wnet Sowieci będą posiadać taką broń, umieszczając ją także w Polsce. Ten tajny plan z początku lat siedemdziesiątych nazwany został jako… „operacja „Wisła”.
    Wiosną 1947 roku anarchia na części terytorium Polski Ludowej spowodowana działalnością OUN-UPA stawała się dla komunistów niebezpieczna. Nie zniszczone do końca podziemie polskie mogło w przypadku coraz bardziej realnego konfliktu światowego podjąć wspólne akcje, lub równolegle, z podziemiem banderowskim.
    Operacja „Wisła” przyjęta została pozytywnie przez ogół społeczeństwa polskiego. Nie tylko ze względu na ogrom zbrodni OUN-UPA w województwach kresowych II Rzeczpospolitej. Ludobójcze rzezie dotknęły ludność polską także za Bugiem i za Sanem, chociaż wcześniej Ukraińcy wołali „za Bug Lasze” i „za San Lasze”. Co prawda wołali zwykle już po wyrżnięciu ludności całych wsi, gromad, powiatów, ale kilkaset tysięcy zdołało uciec za Bug i za San. I już w 1944 roku okazało się, że za Bugiem i za Sanem ziemie także nie są „Lasze”, ale „etnograficznie ukraińskie”. Na tych ziemiach ludność polska była mordowana takimi samymi barbarzyńskimi metodami. Tutaj nie było komór gazowych lub szybkiej śmierci od egzekucyjnej kuli. Tutaj śmierć przychodziła po wielogodzinnych, a nawet kilkudniowych gwałtach i torturach. Tylko człowiek nikczemny może ignorować chociażby „wianuszki z polskich dzieci” przywiązanych drutem kolczastym do drzewa, a wyłącznie rozczulać się nad krzywdą „wyrwanych z korzeni ojcowizny” Ukraińców przesiedlonych na Ziemie Odzyskane, zarzucając Polakom, że akcja ta była „ludobójstwem”.
    Przesiedleń dokonali komuniści sowieccy wspólnie z komunistami polskimi. Bez nakazu Kremla, lub co najmniej wspólnych ustaleń, operacji „Wisła” nie byłoby. Jednocześnie operacja ta była zgodna z obowiązującym prawem międzynarodowym.
    W 1947 roku w Polsce nie rządzili Polacy, chociaż „reprezentowali”, firmowali polską „władzę ludową”.
    O wszystkich nominacjach i „wyborach” decydował Kreml. Od przełomu 1945/46 roku hierarchia władzy w Polsce ukształtowana była w następujący sposób (podaję za: A. Albert /W. Roszkowski/: Najnowsza historia Polski 1918-1980):
    1.Faktyczną władzę polityczną w imieniu Kremla sprawował gen. Iwan Sierow rezydujący we Włochach pod Warszawą, oraz ambasador ZSRR – Wiktor Lebiediew.
    2.”Polskim” decydentem i jednocześnie „szarą eminencją” w PPR i w rządzie był Żyd, Jakub Berman, kontrolujący Cyrankiewicza i otrzymujący bezpośrednie polecenia od Mołotowa i Żdanowa (kontrola rządu, partii politycznych, cenzury itp.).
    3.W dalszej kolejności stał Żyd, Hilary Minc, otrzymujący polecenia od Malenkowa w sprawach gospodarczych oraz Antoni Zambrowski, kierujący MO, ORMO i Komisją Specjalną do Walki z Nadużyciami oraz mogący zsyłać do obozów pracy na dwa lata bez wyroku sądowego.
    4.Następnymi byli: Bierut, Gomułka i Cyrankiewicz, który co tydzień odbierał instrukcje od gen. Sierowa.
    Z tajnych służb „polskich” najwyższą, wręcz nieograniczoną władzę posiadał Główny Zarząd Informacji (GZI) Wojska Polskiego, w ponad 80% opanowany przez osoby narodowości żydowskiej. Ci ludzie aresztowali, więzili, torturowali i skazywali na śmierć polskich generałów i oficerów, polityków i działaczy narodowych (gen. Fieldorf „Nil”, gen. Krzyżanowski „Wilk”, gen. Mazurkiewicz „Radosław”, gen. Kuropieska, a wkrótce także dowódca Grupy Operacyjnej „Wisła” gen. Mossor itd.).
    W sprawach wojska o wszystkim decydował gen. Konstanty Rokossowski rezydujący w Legnicy i mający do dyspozycji 300 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej stacjonujących w Polsce.
    Wojsko Polskie liczyło 200 tysięcy żołnierzy, a 90% jego dowództwa stanowili Sowieci.
    Amnestia z 22.02.1947 r. nie objęła członków OUN i UPA oraz dezerterów z Wojska Polskiego. Z rozkazu Radkiewicza przed wejściem amnestii w życie, do kwietnia 1947 r. wykonano pospiesznie wiele wyroków śmierci na osobach podlegających ułaskawieniu.
    W 1947 roku 3 tysiące oficerów Armii Czerwonej przyjęło obywatelstwo polskie.
    Pod koniec lutego otoczony przez UB Józef Kuraś „Ogień” popełnił samobójstwo. Szeroko stosowano sądy doraźne KBW, na które spędzano miejscową ludność, a ujęci partyzanci otrzymywali zwykle wyroki kilkakrotnej kary śmierci. „Sądy na kółkach” tylko od lutego do czerwca 1946 roku wydały co najmniej 359 natychmiast wykonanych wyroków śmierci. Oddziały NKWD, UB i KBW pacyfikowały całe polskie wsie, dokonywały gwałtów, rabunków, paliły domy i burzyły je do fundamentów, torturowały, jawnie i skrytobójczo mordowały.
    28 sierpnia 1946 roku wykonany został wyrok śmierci na 17-letniej sanitariuszce oddziału „Łupaszki” Danucie Siedzikównie, ps. „Inka”. Jej ostatnie słowa brzmiały: – Niech żyje Polska! Anna Kawka pisze (Myśl Polska z 2 września 2001 r.): Chwilę później została rozstrzelana razem z Feliksem Zelmanowiczem ps. „Zagończyk” jednym z dowódców oddziałów „Łupaszki”. Dostali po serii z pepeszy, mimo to dawali oznaki życia. Wtedy do konających doszedł jeden z oficerów UB i dobił ich strzałami w głowę z bliskiej odległości. Dziesiątki młodziutkich, polskich sanitariuszek i łączniczek przeszło przed śmiercią gehennę tortur i gwałtów w ubeckich katowniach.
    W kwietniu 1947 r. odbyła się w Łodzi tajna narada wyższych funkcjonariuszy PPR i UB, podczas której Stanisław Radkiewicz oświadczył, iż nowa wojna jest nieunikniona, że musi ją wygrać ZSRR oraz, że w związku z tym należy przygotować kraj. (…) Gen. Sierow przekazał wówczas swym podopiecznym z MBP plan aresztowania „w razie kryzysu” dalszych tysięcy Polaków (A. Albert).
    W tym okresie istniało ponad sto obozów pracy, do których kierowano „wrogów klasowych” za szeptaną propagandę, „sabotaż” itp. Specjalne bataliony karne pracowały w najniebezpieczniejszych kopalniach śląskich.
    Reżim komunistyczny w Polsce podjął rozprawę z UPA po to, aby szybko oczyścić zbuntowane tereny w perspektywie bliskiej trzeciej wojny światowej. To, że uzyskał on co najmniej milczącą aprobatę społeczeństwa polskiego, było wyłączną zasługą banderowców. Jeżeli nacjonalistom ukraińskim nie odpowiadała granica na linii Curzona, to przecież wiedzieli, że ustaleń tych nie dokonali polscy mieszkańcy wsi pod Hrubieszowem, Lubaczowem, Przemyślem, czy w Baligrodzie. A to oni padali ofiarą bandyckiej działalności OUN-UPA-SKW. Decydowali o tym władcy ZSRR, za zgodą USA i Wielkiej Brytanii. Fakty ustanawiała Armia Czerwona i NKWD. To byli faktyczni przeciwnicy nacjonalistów ukraińskich i ich koncepcji „samostijnej” Ukrainy od Wisły po Ural. Ale był to przeciwnik uzbrojony. Polskie kobiety i dzieci były bezbronne.
    W rzezi ponad dwustu tysięcy cywilnej ludności polskiej brali udział nie tylko „nacjonaliści”. Niepiśmienny chłop ukraiński, jego żona i nastoletni synowie (nawet 10-letnie wyrostki) – sąsiedzi Polaków – mordowali nie z pobudek „nacjonalistycznych”, ale ze zwykłej pazerności, chęci wzbogacenia się na mieniu i dobytku polskiego sąsiada. To „pospolite ruszenie ukraińskiej tłuszczy” nie miało pojęcia o nacjonalizmie. Otrzymali oni od „elit ukraińskiego ruchu niepodległościowego” przyzwolenie na rzeź, to „rizali lachiw”, rabowali dobytek, palili domy – i to wszystko.
    Z. Konieczny podaje, że straty WP, WOP i KBW w walkach z UPA wynosiły:
    w 1944 r. – 6 żołnierzy
    w 1945 r. – 249 żołnierzy
    w 1946 r. – 574 żołnierzy
    Natomiast odnośnie MO, ORMO, SOK i UB straty wynosiły:
    w 1944 r. – 30 osób
    w 1945 r. – 275 osób
    w 1946 r. – 121 osób
    Dane te wyraźnie wskazują, że w 1946 roku straty wojska były ponad dwukrotnie wyższe w porównaniu z rokiem poprzednim. Mniejsze w tym roku straty milicjantów wynikały stąd, że większość małych posterunków UPA zlikwidowała już w roku poprzednim, a ponieważ kontrolowała znaczną część terenów, nie zostały one odtworzone.
    Straty polskiej ludności cywilnej w dwóch najbardziej zagrożonych powiatach Bieszczadów i Pogórza Przemyskiego wynosiły:
    1. W pow. Lesko:
    6 w 1944 r. – 410 osób
    7 w 1945 r. – 222 osoby
    8 w 1946 r. – 215 osób
    2. W pow. Przemyśl:
    9 w 1944 r. – 72 osoby
    10 w 1945 r. – 547 osób
    11 w 1946 r. – 157 osób
    W 1946 roku straty polskiej ludności cywilnej miały już tendencje malejącą w porównaniu z rokiem poprzednim. Był to skutek wcześniejszego jej wymordowania przez UPA oraz ucieczki tych, którym udało się ocaleć. Nie są to dane pełne. Z prowadzonych przeze mnie wyliczeń dotyczących terenu Bieszczad (niecały ówczesny powiat leski oraz kilka miejscowości z powiatu sanockiego) wynika, że w 1944 roku UPA zamordowała tu 777 osób polskiej ludności cywilnej oraz 7 milicjantów.
    Operacja „Wisła” okazała się skuteczna. W 1947 roku w woj. rzeszowskim zginęło 153 żołnierzy oraz 28 milicjantów, natomiast w woj. lubelskim 37 żołnierzy i 12 milicjantów.
    W 1948 r. zginęło w woj. rzeszowskim 6 żołnierzy a w woj. lubelskim 1 żołnierz.
    Stanisław Żurek